Produkcje sesji jedzeniowych – część I.

zdjęcie 1

Gotowanie jest modne. Każda stacja telewizyjna ma swój program kulinarny, na rynku wciąż pojawiają się nowe książki kucharskie,  a blogi o gotowaniu należą do tych najpopularniejszych.

Producenci żywności doskonale wiedzą, że dobre zdjęcia działają na nasze zmysły lepiej niż słowa. A my te zdjęcia robimy. Sami kochamy jeść i gotować. Lubimy też  robić  zdjęcia kulinarne. Tym bardziej, że każdy, nawet ten z pozoru banalny temat tego typu to osobna przygoda.

Zdarza się na przykład (i to nie rzadko), że nie ma możliwości zdobycia jakichś  produktów (najczęściej) sezonowych owoców i warzyw a ich sprowadzenie z najdalszych zakątków świata  to wydatek, który nie mieści się w budżecie produkcyjnym. Wtedy mamy do wyboru:  „wkleić” brakujący element na etapie postprodukcji lub wykonać makietę brakującego „piątego elementu”. Z wklejaniem bywa różnie. My częściej proponujemy klientom makiety. Zlecamy ich zrobienie  plastykom lub scenografom albo rekwizytorniom.  Przykład z życia: śliwki węgierki. Po co, skoro można je kupić w Polsce? Otóż można, ale od lipca – września, co nie zawsze jest możliwe, gdy w tym czasie ma ruszyć gotowa już kampania reklamowa. A klienci rzadko przygotowują kampanie 2 lata do przodu.

makieta śliwek węgierek

W fotografowaniu jedzenia połowa sukcesu zależy od foodstylisty czyli osoby zajmującej się stylizacją jedzenia. Warto tutaj wspomnieć, że kucharz nie jest foodstylistą, ale foodstylista może być kucharzem. Dlaczego o tym mówimy? Z prostej przyczyny. W fotografii jedzenia liczy się wygląd dania a nie jego rzeczywisty smak. I tak kucharz serwuje nam danie gotowe do spożycia a foodstylista serwuje danie gotowe do fotografowania lub filmowania (niekoniecznie do spożycia, no chyba, że na własną odpowiedzialność ;-) ).  Tak, tak, od razu macie przed oczami plastikowo wyglądające hamburgery, lakierowane frytki, bitą śmietanę z pianki do golenia i inne wynalazki, o których się słyszy. Być może ktoś tak pracuje i jego jedzenie wygląda smakowicie. Jednak z naszego doświadczenia wynika, że w 90% tzw. patenty stylizacyjne są pochodzenia naturalnego. Często są to bardzo proste rozwiązania wymagające jedynie wyobraźni.

Tak, jak każdy fotograf, tak samo każdy foodstylista ma swój styl pracy – jedni są bardziej „reklamowi „inni „prasowi”…
I warto na etapie produkcji zastanowić się, który bardziej się sprawdzi przy naszym projekcie.

stanowisko pracy food stylisty

Zależnie od projektu studio zapewnia odpowiednie narzędzia dla foodstylisty. Podstawa to duża ilość blatów, stołów, nierzadkie są kuchenki i piekarniki, palniki, itp. Doświadczony foodstylista przywozi ze sobą ulubione narzędzia, które kojarzą się bardziej z gabinetem dentystycznym czy z laboratorium niż z kuchnią: pincety, szczypce, pipety, zaawansowane roboty kuchenne… taki niezbędny przybornik – stylizacyjna stacja kosmiczna. Równie ważne są naczynia i gadżety do samych zdjęć, często zbierane i gromadzone latami, wyszperane na pchlich targach.

naczynia, stare deski, gadżety do stylizacji

Zdjęcia filmowe i fotografie rządzą się swoimi prawami. W pierwszym przypadku obraz widzimy w ułamkach sekund, ale w sposób ciągły. W przypadku fotografii efektem końcowym są gotowe kompozycje zatrzymane w kadrze. Dlatego inaczej stylizuje się jedzenie do filmu, a inaczej do fotografii nawet, jeśli mamy ten sam temat.  Weźmy pod uwagę prosty przykład sosu. W filmie sos przeważnie „leje się” a w fotografii ruch jest „zamrożony”.  I lepiej, kiedy to zamrożenie trwa dłużej niż ułamki sekund, wtedy fotograf ma chwilę na dopracowanie światła czy kadru. Co oznacza, ze sos przygotowany do filmowania musi być rzadszy niż ten który jest bohaterem fotografii.

"spływający" sos

Komentarze

Leave a Reply

*