Profesjonalista czy amator? Oto jest pytanie…

zdjęcie 1

Chyba każdy człowiek ma dzisiaj aparat fotograficzny, a wiele osób robi nawet całkiem fajne zdjęcia.  Zaczyna się od fotografowania kwiatków czy dziecka i robienia pocztówek z wakacji. A potem zakładamy  fanpage na Facebooku i zdobywamy „lajki” od znajomych…  Fotografować każdy może prawda? Prawda.  I nie ma w tej zabawie nic złego pod warunkiem jednak, że nie uznamy się za profesjonalistów i nie zechcemy zarabiać na fotografii.  Oraz nie znajdziemy klientów, którzy nabiorą się na ten „profesjonalizm”.  Kłopot w tym, że to ostatnie coraz częściej się zdarza.

Każda branża ma swoich specjalistów.  W fotografii reklamowej jest podobnie. Wydawałoby się więc, że wybór odpowiedniego fotografa nie powinien nastręczać trudności. Wystarczy obejrzeć portfolio, ewentualnie sprawdzić, jaką fotograf ma opinię u innych klientów… Czy tak właśnie postępują klienci? Niestety nie zawsze i nie wszyscy.

Zdarzało się nam nie raz, że musieliśmy poprawiać czyjeś zdjęcia, bo były złej jakości, np. poza ostrością, niedoświetlone, nieodpowiedniej  rozdzielczości, ze złą perspektywą. Kilka razy drukarnie zwracały materiał klientom, mówiąc, ze jest niedrukowalny – też ekspresowo pomagaliśmy. Ale startowaliśmy też w przetargach, które przegrywaliśmy z powodu wyznaczonej przez klienta ceny, która była poniżej przyjętych ogólnie stawek. Ostatnio słyszeliśmy o przypadku  opublikowania materiału zdjęciowego przed właściwą publikacją.

Zawodowy fotograf patrzy na zdjęcie z punktu widzenia własnego doświadczenia, znajomości  tematu, aspektów technicznych. Amator spogląda z perspektywy pewnych kodów kulturowych, np. koleżanka podobna jest do znanej aktorki, więc jej zdjęcia będą zawsze ładne.  O tym, że amatorzy nie mają doświadczenia, nie mają zaplecza, nie robią dobrych jakościowo zdjęć, nie warto nawet wspominać.

Zawsze nas zastanawiało, dlaczego niektórzy klienci mimo to decydują się na pracę z amatorami? Profesjonalista potrafi przecież odróżnić dobre portfolio od złego, choć  amator zwykle nie widzi między nimi różnicy.

Klienci bronią się zdaniem wytrychem: kryzys. „Bo jest taniej” – mówią, ale, co to właściwie znaczy taniej?  Czy to nie oznacza po prostu „byle jak”?  Wydawałoby się, że ta zależność jest całkiem zrozumiała. Ale nie – budżety są coraz niższe, za to wymagania coraz wyższe.  Klienci przynoszą reklamy z kolorowych gazet „made in USA” i chcą, żeby im zrobić takie same, tyle że jak najtaniej się da. Oczywiście profesjonalista na to nie pójdzie, ale amatorzy upatrują w tym swojej szansy i nieświadomi własnych możliwości (a raczej ich braku) mówią „tak”. Zawodowy fotograf słyszy potem – „a pan Iksiński zgodził się to zrobić za 500 zł”. A poziom fotografii reklamowej jest coraz niższy.

Wierzymy, że stare przysłowie: „chytry traci dwa razy” jest aktualne także w naszych czasach. I że w imię kryzysu nie ulegniemy amatorom. Fotografia to nie tylko zawód. Wychodząc ze studia nie zostawiamy swojej pracy za drzwiami. Fotografia to styl życia.

Komentarze

Leave a Reply

*